Tajemnica przestrzeni


W większości prac Dominika Pabisa detal jest tym elementem świata, który zdecydowanie dominuje nad innymi. Nie inaczej jest w przypadku cyklu "Tajemnica przestrzeni". Obrazy zostały zarejestrowane za pomocą camery obscury, wykonanej z małego pudełka po małoobrazkowym filmie. Zastosowanie takiej techniki pozwoliło uzyskać efekt dużego przerysowania pierwszego planu i "odwrócenia" skali odwzorowania. Oto na pierwszym planie wyłania się ponadnaturalnych rozmiarów dłoń, umieszczona w pejzażu miejskim, gdzie tłem są kontrastującymi skalą i monumentalizmem: mosty, domy, rzeka. Przeskalowane ujęcia będące jakby zderzeniami świata rzeczywistego i kreowanego nie budzą ani grozy, ani też dysonansu poznawczego. Gdzieś, kiedyś (wydaje nam się) widzieliśmy już takie, bądź podobne przerysowania. W dobie filmowych zdjęć komputerowych trudno jest zaskoczyć, bądź co bądź tradycyjną, aczkolwiek mocno zewolucjonizowaną formą ekspresji. I to ostatnie stwierdzenie jest, jak mi się wydaję, esencją czy kwintesencją starań Autora. Jest zabiegiem, w którym "soczewkują się" z jednej strony poszukiwania nowej formy ekspresji w ramach podstawowego i tradycyjnego medium jakim jest, mimo wszystko, błona fotograficzna, z drugiej wrażliwość narratora - autora zdjęć próbującego nam przedstawić zgoła inny ogląd świata, niż ten do jakiego zostaliśmy przyzwyczajeni. Czyni to bez zbędnego wysiłku, posługując się tym co podręczne - dłonią, bądź jej fragmentem, które zderza z monumentalnością miejskiego pejzażu.

Niby takie proste i dość zwykłe zderzenie, a jednak oglądając te zdjęcia odczuwa się pewną niezwykłość i zagadkowość. Na czym ona polega? Dla laika jest to sfera obrazowa - przesunięta w stronę nadrealności i przeskalowania; dla fotografa jest zagadką sposób wykonania zdjęć i użyte do tego środki wyrazu. Te ostatnie są właściwe tylko fotografii. Wymienię tu chociażby takie jak: zdjęcie prymitywną kamerą otworkową, użycie do tego celu powszechnie stosowanej taśmy małoobrazkowej (ale jej użycie jest niestandardowe - bo zapisana jest łącznie z perforacją wraz ze znajdującymi się na niej nadrukami) i wreszcie sam zapis optyczny - szeroki kąt widzenia otworka i duża głębia ostrości, a co za tym idzie olbrzymia skala przerysowania.

Takie zabiegi przypominają poczynania niektórych surrealistów (np. René Magritte'a czy Dorothei Tanning), którzy dążyli do przekraczania rzeczywistości wykorzystując to, co pochodzi z wrażeń zmysłowych i obiektywnie istniejącego świata poprzez odwrócenie lub zmianę skali wielkości przedmiotów.

Zdjęcia są zagadkowe, o abstrakcyjnej formie, ale bezpośrednio pochodzącej z najbliższej rzeczywistości. Ta forma daje zaskakujące rezultaty przejścia od elementu ciała do pejzażu i wydaje się być płynna, łącząc w monolit całe nierealne(?) zdarzenie. Nie ma tu blagi, montaży, zakłamań. Jest rzeczywistość i obecność w niej autora, co zdaje się podkreślać jego osobisty udział w tych - mimo wszystko realnych - pejzażach miejskich. Realnych, bo z udziałem samego autora.

Marek Pabis, fotografik, od 1991 roku członek ZPAF (Związek Polskich Artystów Fotografików)