Rzeczywistość niewidzialna
Detal - to właśnie ten element świata, który zdecydowanie zdominował prace młodego
fotografa i debiutującego artysty video artu - Dominika Pabisa. W często pomijanych
i ignorowanych przez naszą świadomość szczegółach: martwych obiektach, strukturach,
chwilach - potrafi on odnaleźć niezwykłą i pociągającą rzeczywistość. Jego pierwsze
przedsięwzięcia filmowe zdają się być logiczną konsekwencją wcześniejszych poszukiwań
w dziedzinie nieruchomego obrazu. Wyraźnie zeń wyrastają, ale równocześnie nadają
im pewną nową jakość - i to nie tylko za sprawą włączenia w nie ruchu. Kamera
i komputer stają się w rękach Pabisa narzędziami przenoszącymi pewne głębsze treści
i idee. Równocześnie służą one wciąganiu odbiorcy w nie pozbawioną humoru grę.
Swoją przygodę ze sztuką ruchomego obrazu autor dopiero rozpoczyna. Szerszej publiczności
zaprezentował na razie siedem prac. Jednak już w tej chwili jego projekty dalekie
są od amatorszczyzny czy też ślepego i bezmyślnego wykorzystywania nowego medium.
Przeciwnie, cechuje je precyzyjność oraz świeżość. Na nowo odkrywają przed widzami
otaczający ich świat i oferują zupełnie inne nań spojrzenie. Te kilka filmików
to precyzyjne i głęboko przemyślane konstrukty, które kryją w sobie duży potencjał
artystyczny.
Pomysłowość i spostrzegawczość Pabisa intrygują, podobnie, jak opanowanie przez
niego warsztatu filmowego. Tematycznie jego realizacje przedstawiają dość szerokie
spektrum. Punktem wyjścia dla kolejnych projektów zostają: sweter, drzwi, twarz,
życie ulicy, jazda pociągiem, kostka podłogowa - słowem proste, żeby nie użyć
określenia banalne przedmioty i wydarzenia. A jednak debiutantowi udaje się uchwycić
je jako wycinki na pozór niewidzialnej, acz taktylnej rzeczywistości, która stanowi
podstawę codziennej egzystencji większości ludzi. Gdy tylko odbiorca uświadamia
sobie ten fakt, fragmenty te zaczynają pochłaniać jego uwagę, pobudzają wyobraźnię
i zmuszają do refleksji. Umożliwiają także przeżycia natury estetycznej, a w niektórych
momentach wręcz sensualnej.
Pabis bawi się wieloma środkami filmowego wyrazu. Przede wszystkim eksperymentuje
ze zbliżeniem - detalem oraz montażem poszczególnych ujęć. Niejednokrotnie kamerę
ustawia tak blisko danego obiektu, iż dopiero po chwili widz jest w stanie go
zidentyfikować. Za przykład może posłużyć lekko ironiczny "Greenbreath",
gdzie tajemnicze, pofałdowane kawałki materiału zamieniają się w... pulower suszący
się na grzejniku. W prowokacyjnym "6 zmyśle" - nasuwającym zresztą na
myśl "Blow Job" Andy'ego Warhola, w którym mistrz pop artu przez 35
minut obserwował twarz masturbującego się mężczyzny - młody krakowianin wchodzi
z kamerą do gardła, bada za jej pomocą włoski na brodzie, małżowinę uszną, wreszcie
- rozszerzające się źrenice. Zdolności percepcyjne odbiorców wystawia na próbę
także we wpisującym się w nurt kina elektronicznego - "Enigmatic Hall"
(też w bardziej rozbudowanej i dojrzałej wersji 9-ekranowej). Przygląda się tu
płytkom podłogowym i kratom okiennym i czyni z nich abstrakcyjne wariacje figur
geometrycznych.
Wszystkie te efekty artysta wzmacnia poprzez wykorzystanie i innych chwytów artystycznych:
koloru (w przypadku "Enigmatic Hall" to prawdziwa feeria barw), rytmicznego
montażu, a także niecodziennego kontrastowania obrazu z dźwiękiem. Zabiegi te
z jednej strony rodzą kolejne sensy, z drugiej - ożywiają prezentowane etiudy
i sprawiają, iż widz pragnie je oglądać. W ten sposób drzwi, klamki, zasuwy, klapki
od magnetowidu, drzwiczki pojemnika na chleb - jedyni bohaterowie - "The
doors" - uwięzieni w logicznym rytmie zamykania i otwierania oraz trzasków
i stuków stają się fascynującym mikrokosmosem, którego istnienia nikt wcześniej
się nie spodziewał. Głębokie oddechy w surowym, czarno-białym "6 zmyśle"
wprawiają odbiorcę w zakłopotanie o wiele większe niż zbliżenia oczu, a monotonne
odczytywanie fragmentów poezji Jarosława Markiewicza - "Doświadczenia ciała
z umysłem i bębnem" - połączone z szorstką fakturą oraz zmieniającymi się
odcieniami czerni i bieli oraz sepii - wzmacnia sentymentalny i melancholijny
wydźwięk "Poznań - Kraków". Wreszcie stanowiące przerywnik w "Greenbreath"
odgłosy ptactwa -- jeszcze bardziej dezorientują widza, który nie potrafi odgadnąć,
co twórca mu przedstawia.
Pabis to nie tylko eksperymentator - to także kuglarz. Sprawdza nasze zmysły,
prowokuje, ale i bawi. W jego przedsięwzięciach filmowych dostrzec można ten rodzaj
dowcipu, który towarzyszył początkom kariery Zbigniewa Rybczyńskiego. Wspominany
kilkakrotnie "Greenbreath" w swoim zamknięciu okazuje się niczym innym,
jak kpiną z komercyjnej wypowiedzi, jaką jest reklama. Nie omawiany jeszcze "Asynchron"
- to żart, w którym artysta dosłownie puszcza do widza oko: kamerę kieruje na
własną głowę, którą jednak dzieli na dwie części całkowicie od siebie niezależne,
egzystujące także w innych przestrzeniach czasowych. Czy inaczej też niż w kategoriach
nieco ekscentrycznej i ekshibicjonistycznej zabawy można interpretować "6
zmysł"?
Choć ewidentnie w pełni świadomy swoich poczynań, Pabis wciąż jeszcze poszukuje.
Nie zawsze chce drwić. Najpoważniejszego i najtrudniejszego zadania podjął się
w realizacji "W 300 sekund". Znowu wykorzystuje detal. Jeszcze raz za
jego pomocą chce zwrócić uwagę odbiorcy na rzeczywistość niewidzialną, świat ignorowany
i zapominany w chwili, gdy się nam objawia. Dlaczego nigdy nie rejestrowany przez
świadomość? Ponieważ jest ona zalewana tysiącami informacji. Trudno je zakonotować,
ale one przecież istnieją.
Dostępność technologii filmowych i komputerowych przez wielu wybitnych reżyserów
postrzegana jest jako zagrożenie dla sztuki filmowej. Jednak w przypadku Pabisa
nie powinniśmy mieć takich obaw. Tworzy on kino sięgające swoimi korzeniami do
tradycji awangardy filmowej, u którego podstaw leży nie fabuła, a anegdota oraz
estetyka, które ma pobudzać wyobraźnię, a nie tylko "zabawiać na śmierć".
Na razie są to krótkie - góra 6-minutowe etiudy, ale za to bardzo obiecujące.
Jeżeli nawet dopatrzymy się w nich jakiś drobnych potknięć, nie należy przykładać
do nich większej wagi. Większość z nich zostaje szybko zrekompensowana zarówno
przez formę, jak i treść. Warto zapoznać się nie tylko z nimi, ale także śledzić
dalsze poczynania tego młodego twórcy. Dominik Pabis ma nam wiele do powiedzenia
i to w bardzo ciekawy sposób.
Dagmara Romanowska, filmoznawca, absolwentka Instytutu Sztuk Audiowizualnych UJ